O mnie

Kontakt

wstecz

Dla złapania oddechu od straszliwego wirusa, który dewastuje mi psychikę, postanowiłem napisać o, jakże przyjemnym, temacie politycznym (brrr), a nawet, nie bójmy się tego słowa, społecznym.

Zacznę od niesprawiedliwości. Zdarza się ona na świecie jak długi on i szeroki. Nasz kraj nie jest tu wyjątkiem i na pewno każdy się zgodzi i ze smutkiem przyzna, że III RP niesprawiedliwości jest pełna. Występuje u nas nawet, w odróżnieniu od większości świata, jej swojska, specyficzna odmiana. Jest „nasza własna” i ma genezę typową dla tej części Europy - nazwijmy ją skazą transformacji. Tej transformacji. Naszego przejścia z socjalizmu do kapitalizmu. Jesteśmy z niego dumni, świętujemy rocznice itd., a jednak zrodziło ono uboczny (?) efekt widoczny dziś w postaci uprzywilejowania i korzyści lub, z drugiej strony, krzywdy i upośledzenia, czy, jak to się mówi, wykluczenia pewnych ludzi, a nawet całych grup społecznych. To ważny temat, politycznie istotny, bo w dużej mierze konstytuujący oblicze rządzącej dziś partii. Partii opozycyjnych zresztą również.

Zjawisko powyższe jest dostrzegane przez większość tzw. komentatorów życia społecznego, choć różnie bywa interpretowane. Dla mnie osobiście wydaje się oczywiste, że transformacja zrodziła zatrute owoce i była swego rodzaju patologią, której skala i konsekwencje są ogromne i decydują w dużej mierze o obliczu naszego państwa. Walka z jej konsekwencjami jest jak najbardziej zasadna i konieczna. Trzeba ją podejmować zarówno dla elementarnej przyzwoitości jak i dla przywrócenia prostej miary sprawiedliwości, bez której trudno budować państwo prawa.

Podobna konstatacja, jak mi się zdaje, przyświeca (przyświecała?) partii, która hasła o pokrewnym brzmieniu umieściła na swych sztandarach i zbudowała nawet nazwę z dwóch słów kojarzących się ze szczytnym celem ku któremu powinniśmy zmierzać. Jeśli przy okazji zgodzimy się, że polska transformacja niespecjalnie była tożsama z prawem (pytanie zresztą jakim) i jeszcze mniej ze sprawiedliwością, to w tych dwóch słowach mamy zawartą zarazem krytykę stanu minionego jak i wytyczoną drogę na przyszłość. Świetna zbitka, jasny przekaz: stało się źle, ale weźmiemy się za to i naprawimy błędy.

Mamy więc zadanie do wykonania. Trzeba nam prawa i sprawiedliwości. O, i tu włącza mi się delikatny dzwoneczek ostrzegawczy. Spójnik „i”. Rozdziela on dwa słowa i rodzi niepokojące pytanie czy czasem nie opisują one bytów zanadto od siebie odległych - a tak być nie powinno. Sprawiedliwość to wszak pojęcie nadrzędne, zaś prawo to zestaw narzędzi mających jej budowaniu służyć. Problem w tym, że często są one słabe, bywa, że od razu skonstruowane tak, iż nie ma szansy by spełniły swą rolę; niesprawiedliwe prawo to wcale nie rzadkość. Sama transformacja dokonała się w majestacie prawa, najwyraźniej nie sprzyjało ono jednak sprawiedliwości, skoro teraz trzeba dopiero o nią zabiegać.

I tu zbliżam się do istoty mojej refleksji o naszej politycznej rzeczywistości i emocjach, które nią rządzą. Obserwując w bezsilności krzywdę i kpinę z uczciwości zwolennicy (albo i entuzjaści) PiS widzą w tej partii siłę zdolną zmienić zły stan rzeczy. Zgadzam się z nimi. To znaczy się nie zgadzam. Zgadzam się w opisie rzeczywistości, ale daleko mi do aprobaty dla partii. Nie podoba mi się brak oczywistego połączenia liter P i S, a tego związku brak, bo zaprowadzanie sprawiedliwości próbuje ona dokonywać za pomocą niesprawiedliwego prawa.

Oto moje uzasadnienie:
Zła transformacja spowodowała, że grupa ludzi uzyskała nienależne jej korzyści kosztem większości społeczeństwa. Nastąpiła, nazywając rzecz prosto, kradzież na wielką skalę. Okradzeni zostaliśmy my, naród, jak by to górnolotnie nie zabrzmiało. Naród, czyli w domyśle większość, zwłaszcza tzw. prości ludzie, ci pozbawieni układów, dostępu do kulis gry politycznej i decyzji zapadających gdzieś w wysokich gabinetach.

Skoro kradzież, to muszą być jej sprawcy. W języku polskim określani są mianem złodziei. Złodziej powinien zostać ukarany, dodatkowo byłoby wskazane, by odebrać mu skradzione i zwrócić prawowitym właścicielom – mówię chyba rzecz oczywistą? Tak też, mam wrażenie, odebrany został w skrócie program PiS i tym zdobył on w dużej mierze poparcie Polaków. Znów dodam, gwoli ścisłości, że sam jestem takowego programu gorącym zwolennikiem.

Sprawa wydaje się więc być jasna i problem pojawia się tylko jeden: realizacja. Diagnoza to jedno, a wdrożenie systemu naprawczego to rzecz zgoła odmienna. Jak było do przewidzenia bardzo trudno jest znaleźć i nazwać po imieniu konkretnych złodziei, a nawet jeśli założymy, że dobrze ich znamy, to trzeba jeszcze udowodnić winę, że o odzyskaniu złodziejskiego łupu nie wspomnę. Mamy więc problem i, prawdę mówiąc, chyba mało kto wierzył, sam PiS zwłaszcza, że ta część planu da się zrealizować. Lata mijają i nic nie wskazuje, by coś się tu mogło zmienić.

Cóż, skoro nawet najbardziej patriotyczna i prąca do sprawiedliwości partia nie zdołała nic w tej materii wywalczyć, to jako ludzie dorośli i rozumiejący tzw. realia powinniśmy się chyba z tą niekomfortową sytuacją pogodzić. Mamy jednak coś na osłodę. Złodzieja i jego łupu nie udało się wprawdzie dopaść, ale jest wszak druga strona: ofiara. Obrabowani. My, Naród.
O, w tym zakresie partia nieuchronnie dążąca do sprawiedliwości może coś zrobić - i robi. Skoro, jak widać, nie za bardzo udaje się zadośćuczynić sprawiedliwości jako takiej, to sięgnąć można po produkt zastępczy. Jest nim nic innego jak stara, dobra sprawiedliwość społeczna (w skrócie ss). Rządząca partia nie ukrywa, że do niej właśnie dąży i jej zasady skwapliwie stosuje, by zrealizować szczytne zadanie naprawienia krzywd transformacji, o nią pod przewodnictwem partii w naszym kraju walczymy wdrażając programy „naprawcze”, różne socjalne „coś tam plus”.

I tu się właśnie zawiera istota mojego zarzutu. Bo czym jest ss? Jest właśnie „sprawiedliwością inaczej”, jest stosowaniem w systemie społeczno-ekonomicznym czegoś na kształt odpowiedzialności zbiorowej. Zamiast stosować prostą logikę prawa mówiącą, że rozpatrywać trzeba indywidualne winy i taką stosować też odpowiedzialność, „naprawiamy” rzeczywistość hurtowo. Ktoś się wzbogacił nieuczciwie? - dobieramy się więc do bogatych i rozdajemy „poszkodowanym”. Kim są poszkodowani? Nie wiadomo dokładnie, ale na pewno nie są bogaci więc jak się rozda biednym, to krzywdy będą naprawiane. Taka jest logika „społecznej wrażliwości”: obserwować świat, wypatrywać nierówności i wyrównywać, zabierać bogatym i rozdawać biednym – państwo sprawiedliwości społecznej (PSS) to taki instytucjonalny Janosik nie będący w stanie rozróżnić czy bogaty jest uczciwy, czy nie. Zresztą wcale go to nie interesuje, bogatemu się zabiera i już. Nie przypomina to czegoś? Ależ owszem i to łudząco: to socjalizm. Narzędziem zaś jego etatyzm. A sprawiedliwość „społeczna” to bliźniaczka „ludowej” czy „socjalistycznej” (pamięta ktoś te nazwy?), to te same „sprawiedliwości”. Jeśli ktoś ma inne zdanie to niech wskaże różnice.

Nie potrafiliśmy zastąpić niesprawiedliwego państwa socjalistycznego państwem sprawiedliwym. Zastosowaliśmy w procesie wychodzenia z socjalizmu prawo niesprawiedliwe i potem, czyli teraz, też to robimy. Zamiast zmienić złe prawo tworzymy dla naprawy przeszłości PSS mające „obejść” ten defekt. Patologię wychodzenia z socjalizmu naprawiamy używając systemu prawnego rodem z tegoż socjalizmu właśnie.

PSS z definicji opiera się na niesprawiedliwym prawie, bo stosowanie reguły janosikowej jest niesprawiedliwe. Za „fajną” uznać ją może tylko niedouczony i naiwny gimnazjalista. Sprawiedliwości nie da się osiągnąć niesprawiedliwością. Drastycznymi ilustracjami łamania tej zasady były sławne rewolucje z francuską czy bolszewicką na czele. One przecież też zmieniały świat daleki od ideału na nowy, rzekomo lepszy. Trudno carską Rosję uznać za kraj sprawiedliwości i równych szans i trudno zaprzeczyć, że należało się jej trochę zmian. Jakąż jednak zastosowano metodę! Jak gruba i wulgarna ona była, a przecież do dziś wielu z rozrzewnieniem odczytuje jej hasła. Rosja carów była fatalnym krajem pełnym krzywdy. Rosja komunistów „naprawiła” te krzywdy sierpem i młotem, bez mała dosłownie. Przed nią było niesprawiedliwie i potem też, tyle, że na inny sposób. Na bardzo inny. A postulaty podobno były szczytne, „społecznie sprawiedliwe”. Czego zabrakło? „Zwykłej” sprawiedliwości w ramach której można by spróbować uderzyć w niesprawiedliwości poprzedniego systemu. To, że zadanie takie jest trudne? Owszem, nawet przeważnie niewykonalne w pełnym wymiarze. To jednak nie jest argument by karykaturyzować uczciwość i dobro. Pomysły „socjalnej sprawiedliwości” są właśnie karykaturą.

PiS idzie tą drogą. I efekt będzie żałosny. Jedyną potencjalną metodą dobrania się do uwłaszczonych oszustów, którzy w ramach instytucji państwa nieuczciwie się wzbogacili jest Prawo Sprawiedliwe. Odbierać można (i należy) tym bogatym, którzy są bogaci w wyniku nieuczciwych działań. Dotyczy to przecież każdego wykroczenia i przestępstwa. Transformacja była w dużej mierze nieuczciwa, więc walczmy z jej skutkami jak z każdym przestępstwem: prawem zbudowanym na sprawiedliwości.
Stwierdzenie faktu, że coś jest złe i chcemy to naprawić nie może prowadzić do pomysłu stworzenia nowego prawa tyle, że niesprawiedliwego w odwrotną stronę. Takie coś nie działa. Niesprawiedliwe prawo generuje niesprawiedliwość. Zawsze. Jeżeli nawet, przypadkiem, spowoduje, że niektórzy z pokrzywdzonych zyskają, a niektórzy oszuści stracą, to i tak przy okazji wygenerowane zostanie jeszcze więcej nowego zła. W tym konkretnym przypadku to zło jest dobrze znane i dopiero co od niego uciekaliśmy, jest paraliżowaniem sił społeczeństwa i demoralizacją. To po prostu zło socjalizmu.

Chciałbym „partii” o nazwie PS, bez „i”. PiS brzmi jakbyśmy zakładali sprawiedliwość oddzieloną od prawa i tak też faktycznie to działa: poza Prawem rzetelnym wdrażamy działania dodatkowe by osiągnąć Sprawiedliwość. Te działania to ogromna, rosnąca porcja prawa niesprawiedliwego - i to mnie smuci, zawstydza i przeraża.

 

O nazewnictwie partyjnym i czynie rewolucyjnym

05 grudnia 2020
fotografia

Zbyszko Boruc